Znak Zapytania ( TOM V )

by Młody Goh

about

Geneza Chaotycznych czynów

Kreowanie przyszłości to pusta wróżba
Sekwencje napominania nie kończą znaczenia
Subiektywne odczucie budulcem treści
Gdy przesyt rutyną jednostajnej kreacji
w akompaniamencie roztargnionych uniesień chwil
za wiele chałtury dojrzewa w padole ferworu
tam goreje namiastka naszego współczucia
a i tak nie ma reguły na reakcje jednolita
niezbadana powłoka płaszczyzny wolności
wykonuje niezauważalną prace w układnie nerwowym
pogarda pulsuje niczym ładunki wokół atomu
impuls naświetla rozmyte postrzeganie
by później ulokować dziedzinę w kącie ciemnym
wracają pordzewiałe rusztowania dawnych rozdziałów
sad to przesąd stawiany mylnie za przykład
skazać banalnie nie badając przyczyn.

Szkliwo Przebłysku Wspomnienia

Narzekanie na powszechne czynności to piękno rutyny
Chcieć kompromisu z naturą to nie spać w noc gwiaździstą
Dobre chęci są zazwyczaj piekłem weryfikacji
Horyzonty owiane nieznanym widokiem gną pamięć
I czasem przebłysk danej chwili otwiera portal umysłu
Nad którym widnieje srebrzysty horyzont odległości
Tam gdzie nas nie ma tam ponoć jest lepiej
Wracamy gdzie byliśmy lecz brak już pierwszego wrażenia
Znając ten teren zaskoczenie zmarzło ulotnie
Takie to reakcje towarzyszą przez różne etapy
Zamieci obsesji w ramach rozumowania
Duble wykonane na cóż jak lepią się do dziś
Chytre to jak przebiegłe są oczy oraz pochodne zmysły
Problem owocem beztroskiego miłego czasu
Pochodzenia niezamierzonego wręcz przypadkowego
Sobą by nie był ten co niczego nie ukrywa …

Szyfr przykucia uwagi

Iskra dominacji pręgierzem artysty
Gdzie widoczna gołym okiem uczuć turbulencja
Przeszywająca ciało pogoń za dorównaniem im
Miejsca zajęte na sieci połączeń widoku
A w duszy pytanie o sens ludzkiej niewiedzy
Kto kogo znów stawia w chaosie na wyrost …
Gdzie spoczywa sprawiedliwość dążenia i czynów …
Co kieruje decyzjami tego że ujrzą to szerzej …
Jakie podeście utrzymać by sen mógł się ziścić …
Od czego zależy ta niestabilna miara …
I wreszcie na cóż potrzebne posiadać połysk …
Wyrażenie siebie budulcem treści piramid
Osiągnięcie me cyklem zmiany osobowości
Tam gdzie kiedyś byłem i ja będzie teraz ktoś inny
Co marzy by być teraz tam gdzie ja
W czasie gdy ja marze być tam gdzie inny.

Mapa Wyjścia z Labiryntu

Kto wnika perfidnie w żywot nie jego
Ten swój byt trzyma w tragicznej matni
Co niczym materiał wybuchowy na ciele terrorysty
Przemierzam rozświetlone chłodne miejsce ulice
By odreagować ukrywając się w bezimiennej toni
Te same przebranie zdobi latami me imię
Nie czyniąc czegoś po myśli drugiego
Staniesz się idealnym celem frustracji
Ta niemoc to widocznie wtórne poczucie braku sensu
Cała ma twórczość to przecież opis tego labiryntu
W którym i nawet zdołałem nieco polubić melancholie
Postawni wręcz mądrzy a tłumią zmysły na co dzień
Sami zdegenerowani a śmią oceniać innych
Chwilowe stany wyniosłości to syf przyzwyczajeń
Z którymi utożsamiają nas świadkowie skrajnych wydarzeń
Tworząc ludowe opowieści z poczucia niestabilności …

Aura Kontemplacji Transu

Droga wędrówki do prąd ogółu
Bywa niewdzięczna oraz wyjątkowo żmudna
A owoce wysiłku nie gaszą należycie pragnienia
Fragmenty zdobywanej aprobaty to cały proces
Skomplikowanej socjologicznej rozgrywki mowy
Twój sprzeciw wobec reszcie to sztandar idei
Czasochłonne wykuwanie miecza przekonania
Hartuje tok rozumowania z marmuru
Razem z wachlarzem obfitych postanowień
Kierunek rozwoju tłamsi algorytm sprzeciwów
Ratunek wyboru to podróż w wehikuł czasu
A teraz sen i pożywienie oraz oczekiwanie …
Treść pisana na papier i oczekiwanie …
I tak można … dniami … miesiącami … latami
Wprowadzam się w takowy trans kontemplacji
A u krańca przecież jesteśmy sobie równi.

Afta

Realizacja myśli w momencie ich narodzin …
Niewykonywalna reakcja chwilowego ataku bodźców
Piekąca afta ciążąca w lawinie intensywnych marzeń
Dialog z ja realne i ja idealne …
Za mało szczerości w nazewnictwie planowania
Za mało pewności w roli przedstawiania wizji
I niczym słoma znów spłonie zapał
Bo za mało w człowieku też przekonania …
Czyż to niesamowite że mówimy sami sobie
Kształtowani od ponad 2000 tysięcy litach lat …
Niby tak proste istoty a tyle różności między nami
Sens w bezsensie czy też utworzeniu sobie sensu
To nie zuchwalstwo tylko gospodarowanie własnym ja
Które tak często bywa niechybnie zaniedbałe
W opokach wiecznego miru pięciopalczastych
Ogłada nie pyta nas o naukę …

Jadowite Przyzwyczajenie

Brakuje mi słów by spójnie przelać odczucia
Jestem przenikliwe zażenowany światem materialnym
Zmęczony jękami nieszczęśliwych ludzi …
Rozbity wizją rutyny słuszności przetrwania
Ręce mi drżą z braku opanowania stresu
Ciało zalewa mi zimny strumień potu
Skurcze gniotą przewody żołądka
Ja wiem że żadne bogactwa tego nie wyleczą
Próbuje lecz nie mogę wszczepić implanty przyzwyczajenia
Mało co cieszy … każdy impuls działania bodziec obrzydza
To jak by trucizna bezwzględna kara
Co umysł skrupulatnie śladami bólu męczy
Wzorce i nawyku grają nieczysto marsza …
Musze w końcu przełamać impas i zebrać się w sobie
Nie dając zgnębić swego losu aż po sam kres
Bo za to co mówię i myślę czeka mnie czyściec

Grabież powściągliwych Lasów

Rozum zbyt często wysyła sygnał niezgody
A tylu z nas wypiera z rejestru jego ostrzeżenia
Na rzecz pięknego życia bez tak zwanych zmartwień
Pokolenie czytające me rękopisy to niedobitki
Tych który szukają usilnie ucieczki od podboju rasy
Opieranie się ogólnej presji to pułapka z zapadnią
Można powiedzieć ze nic ciebie nie tyczy
Ale to zwyczajne kłamstwo skrywane pod tarczą
Wyrafinowane pozory ryzyko rzemienia równowagi
Lawirowanie by polepszyć pozycje nad innymi
Śmiali dziś górują w aspekcie wpojonym odgórnie
Ich śmiech obraża smutek tych co patrzą w gwiazdy
Niebezpieczeństwo wpoiło chroniczność czynów
Tak bardzo rozległych z uprzedzeń paranoi
Spłoszeni niedolą pragną odzyskać zabrane
Lecz w tym wymierzę ograbiono i sprawiedliwość

Urwana Klisza Wczesnej Jesieni

I jak by mnie nagle przeszyło na wskroś
Gdy stałem na rogu zabrudzonego ujścia sklepowego
Oczom mym okazała się metamorfoza z fetyszu
Od razu wróciłem myślami do ponurego wniosku
Ileż to lat straciłem na bunt zmierzania pod prąd
Od kiedy pamiętam zawsze miałem tą lekką wizualną słabość
Lecz izby zbyt równoległe milczą przez czwarty wymiar …
Napawając się dyskretnym widokiem bezlitosnych sekund
Starałem się wykonywać fotografie pod powiekami
Gdy nastała wymiana oczywistej wymiany barw głosu
Po których poczułem nagły smutek mimo szczerej intencji
Czerwono czarny błysk zdobiący rysy i wzniosłość
minąwszy trajektorie mojego wzroku
Odszedłem w stronę betonu obracając szyje przez ramie
Wracając przez zimno na posiłek wieczorny …
Ofiara własnej ideologii obranej amen.

Aranżacja Wolnej Duszy

Koniec wytężania głowicy irracjonalnością
Ostatek oraz wiek karze racjonalizować
Ogół zawarty w stronicach stworzenia
Czas by rozbite szkło schwytać w garść
Bez przekonania że po raz kolejny ukarzą się rany
Ten cel to trudny maraton cyklu nieustannej walki
I nawet gdy zawsze byłeś słabszy
Masz takie samo prawo do szczęścia
Mimo iż nad tobą ciąży szereg niepowodzeń
Przełamanie tego syfu musi stać się prawdą
Nie znam złotej recepty bo jestem jeno pyłem
Drobiną w majestacie nieskończoności wszechświata
Gdzie każdy sobie nieskazitelnie równy
I to jest mój sens w bezsensie bracie i siostro
Wielka niewidoma mieszka w naszych sercach
Tworząc sen tajemnicy ludzkości.

credits

released November 26, 2015

tags

about

Młody Goh Krakow, Poland

Młody Goh – Adrian G.O.H. (Gniazdo Ohydnej Histerii)
swoją przygodę z raprem rozpoczął w 1998 roku. Szalony Twórca Krakowkiej hardcore rap sceny, jeden z inicjatorów nurtu Horrorcore, ostry charakterystyczny wokal oparty na przedziwnych porównaniach, Konserwatywny Oldschoolowiec. ... more

contact / help

Contact Młody Goh

Streaming and
Download help