Nadmiar Ludzkich Odpadów ( TOM VI )

by Młody Goh

about

Legenda Sztucznego Światła

Gdy w tych włościach zabraknie naglę prądu
Odkrywasz stoicki spokój tej izby
On jest przyczyną tego ślepego pędu
Chłonie uwagę człowieka niczym twardy narkotyk
Nigdy nie masz czasu przez niego nawet gdy go masz
I zauważasz że gdy odbiornik milknie
To nawet nie masz wspólnego języka z domownikami
Powstaje niezręczna cisza waszej smutnej egzystencji
I widzisz jak bardzo jesteście sobie różni
Jak bardzo emisja ma wpływ na wasze zachowania
Już wiem dlaczego kiedyś powstawały dzieła wybitne
Dlaczego obrazy, rzeźby, budowle były tak unikatowe
Nikt nie miał czasu tak marnować swego czasu
Dziś z wygody bez prądu nic nie znaczymy
Miotami się z kąta w kąt bezproduktywnie
Uzależnieni od sztucznego światła że nocy

Nadmiar Ludzkich Odpadów

Nie potrafię odpoczywać w niedzielą zadumę dnia
Gdyż myślę gorliwie o poniedziałkowych odpadach rzeczywistości
O nieustannym cyklu usuwania nadmiaru produkcji ludzkiej
Wiec czym jest bezczynności wobec kolejnemu świtowi
Gdy moje i wasze czyny kroplą w deszczu obiegu
Kto gardzi tymi co podtrzymują czystość ich otoczenia
Gardzi sam sobą brutalnie bez wstydu
A wstydem to kraść i napawać się jeszcze tym dumnie
Energia roznosi witalność działania mimo ze ból
Napiera na poszczególne elementy niewyspanego ciała
Szlak mnie trafia i krew zalewa ale drążę nadal ten tunel
By móc dostąpić przywileju braku napięcia ślepego
Zrozumienie elementem zaprzestania poszukiwać oraz analiz
Nauka to otchłań bezużytecznych prawd
W których smród to następne wiekopomne odkrycie
Czekam na wasz smród którego nie zamaskujecie.

Ostatnie Poroże Przeciętnego Łowcy

Przyniosłem to swego przybytku zdobycz jakim poroże
Na dowód tego iż edukacja Chojnie mnie obdarzyła
Dzieląc się tą chlubą z innymi mieszkańcami kwatery
Myślałem bardziej o daniu ubitym z rutyny
A kiedy oni z przekąsem pokiwali głowami
Wiedziałem że to były moje ostatnie zasieki na wiedzę
Bo i po cóż nade się starać
Skoro to warte tyle co symbol pamięci
Tak że odpuszczam bo więcej zdobyć się nie da
Gdy słowo honoru na przedzie mych zmagań
Wykonuje takie rzemiosło że cała nauka nie musi przyświecać
I ja się pytam nieraz sam siebie że na cóż mi ona
A jednak jest i leży w stercie papierów tych ważnych
I pewnie kiedyś jako kolejna osoba ja sam będę je czytał
Patrząc wspomnę powierzchownie te czasy
Gdy starałem się działać nie wiem sam na co.

Monotonia Drogi Powrotnej

Wracając we me progi doskwiera mi miejska rutyna
Iż obraz niezmienny chce bym skupił się na nim
A każdy krok niekiedy trwa wieczność
A wieczność imituje wrażenie że stoję nie idę
Czytam te same napisy i czasem mijam nawet tych samych ludzi
Nie odróżniam już dni ponieważ znany mi dobrze ich kształt
Pamiętając mapę powrotu wiem gdzie nierówność chodnika
Me stopy 26 razy 365 świtów depczą aleje nieopodal przybytku
Niesamowite ale i wstrętne jak kontrast zauroczenia
Wiec czasem staram się urozmaicić czas przebywania drogi
Lecz zajrzałem już chyba w każdy możliwy kąt
I próbowałem chyba wszystkich konfiguracji by ominąć monotonie
Dublują się ścieżki iż brak nowych alternatyw
Im bliżej upragnionego celu tym nogi więcej ważą
Tym większy pot, nerwy i rozkojarzenie …
Jutro czeka mnie ta sama myśl … ja wiem to …

Zaniedbana Sfera Rozwoju

Niechęć kreuje cykl lat zaniedbań
Kto szybko się zraził nie czuje teraz co traci
Że niby święty spokój w nim mieszka
A błędy tykają niczym zegar na bombie
I kiedy odpuszczasz z tobie wiadomych przyczyn
Strzelasz sam sobie w oba kolana
Stawiając barykady na rozwój umiejętności
Ten wybór zemści się bezlitośnie
A na to przyjdzie już odpowiedni moment …
I nic ponoć nie jest ci potrzebne
Lecz letarg takowego podejścia zdusi ogromem
A wtedy zagubienie pochłonie cię
Niczym wojna jeńca w obozie
Za późne przebudzenie to szok dla organizmu
Wir genów gammy decyzji poczynań
Koniec to płacz lub powściągliwość …

Reakcja Obronna

Obojętność czuwa nade mną niczym warujący pies
A nawet i on może odpuścić wzmożoną czujność
Iż mi co nastąpi naprawdę wszystko jedno
Dla jutra najczęściej wkład bez znaczenia
Co mówisz płowieje na blady kolor nicości
Co czynisz nie jest podparte twymi słowami
Co piszesz to efekt danej chwili jak teraz
Co jadasz to kaprys lub przymus
W co wierzysz to nie moja sprawa …
Co posiadasz na nic mi jest ta wiedza …
Muli od wewnątrz zawiesiną błahostek
Pokonuje sam siebie gdy korci dzika ciekawość
A po co ją sycić gdy to tylko atrakcja cyrkowa
Co uśmierzy piętno godzin kamiennych
Kto pyta ten zbłądzi ale nie prędko
Bo odpowiedzi to wtórność nawyków

110

Kto ponad normę kocha majątek
Ten pożytku z niego mieć nie będzie
bo ciężko mu się rozstać z zabezpieczeniem
które rzekomo swą obecnością łatało pustkę
gdy przyszła choroba kapitał stał się brzemieniem
a skarbnicy ukryli przepisy by urwać też dolę
w tym lata deformacji w zachowaniu i zaślepień materią
tajemne dziedzictwo to przeistoczenie ulgi w cierpienie
za wiele tego co drąży ostoje minimalisty
gdy nadmiar stanowi ze stresu fortece
kompletnie nie mam pojęcia co czynić …
iż nigdy nie chciałem mej ingerencji w te liczby
a jednak muszę przywdziać poszycie nadane
lecz to nie moje a jednak jak moje
gdy ducha wyzionie ten kto tytuł mi nadał
w wtedy to nie jego już problem.

Brak Adresu Nadawcy

Strategia to zamysł powikłań przewidywania
I jeśli zawodzi dana roszada tak niszczy formacje krytyka
Jesteś winą co siedzi w umyśle pokrzywdzonego
Pokusą co drapie po niezłomności
Opętaniem co zjada rozum plastikową łyżeczką
Sklejoną powieką dogrzaną przez słońce
Włosiem co spoczywa na czarnym odzieniu
Zimną posadzką na twarzy uduchowionego
Szarpnięciem za klamkę skąpiących drzwi
Popisem co mija w rozgoryczenie
Dobiciem rannego co już tylko kona
Upodleniem we śnie skrajnie doszczętnym
Piękną pieśnią mocno zafałszowaną
Trawieniem pustki żołądka późnym wieczorem
Reakcją wykonania emocji po złości
Nie zwracaj uwagi bo w pysk odwinę …

Samozwańczy Prorok

Bezmyślnie patrzę na papier szukając szczątków sztuki
I gdybyś ujrzał teraz mą twarz
Wiedział byś że coś jest nie tak …
Ja jestem posągiem więc mów mi kamień …
Ja mówię do ciebie więc mów mi słowo …
Ja czuje co ty więc jestem tobą …
Ty wyprzesz się mnie a kur będzie milczał
Niczym ściana z której odchodzi tapeta
Kto smutek adoptuje ten w dniu sądnym poradzi sobie
Kogo smutek przerasta umrze zdeptany w popłochu
Kto na nic nie czeka ten będzie zbawiony
Kto czeka na laury pogardę przywdzieje
Kto puchar wznosi ten i truciznę z niego wypije
Kto głosi głośno zuchwałość będzie skarany
Kto wrogiem dla siebie w końcu wybaczy
Idąc drogą własnego zabawienia.

Czarno-Biała Teza

Jednowymiarowe spoglądnie na świat…
Powoduje mylne wnioski wobec oblicza sprawy
Nie można patrzeć tylko przez pryzmat
Czerni lub bieli nie widząc tego co jest pomiędzy
To niczym fanatyzm którego żadna forma nie jest słuszna
Bo powoduje zaślepienia w sposobie postrzegania
Na swej drodze napotkałem wielu ludzi
Którzy skrajnie wyrażają siebie i często są w błędzie
Przy zwróceniu im uwagi często ignorują słowa innych
Liczy się tylko aprobata większości otoczenia
Tak budują swą pozycje w stadzie i świecie
Nigdy nie chciałem stać się taką osobą
Bo zawsze utożsamiałem się z ideologią mniejszości
iż nie brylowałem w schematycznym otoczeniu
które nigdy nie pojmowało moich intencji
oraz sposobu wyrażania własnego ja.

credits

released June 29, 2016

tags

about

Młody Goh Krakow, Poland

Młody Goh – Adrian G.O.H. (Gniazdo Ohydnej Histerii)
swoją przygodę z raprem rozpoczął w 1998 roku. Szalony Twórca Krakowkiej hardcore rap sceny, jeden z inicjatorów nurtu Horrorcore, ostry charakterystyczny wokal oparty na przedziwnych porównaniach, Konserwatywny Oldschoolowiec. ... more

contact / help

Contact Młody Goh

Streaming and
Download help