Kłamstwo Zbawieniem Naiwnych ( TOM III )

by Młody Goh

about

Sztuka Propagandy

Zostaje bo skąpy wybór znów adoracją złudzeń
Ileż jeszcze krąg fałszywych mówców ciemiężyć lud będzie
I mamić głupców głupotą co jak klątwa trucizny
Przemierza swobodnie żyły pokoleń zmartwionych
My przecież boimy się nie bać
Wierząc w krzyk propagandy zawistnej
Co snuje latami totalną niemoc zamętu
A i tak fanatyzm rozwija chwastu korzenie
Wyuczeni sztuki kuglarstwa języka ojczystego
Pragną wewnętrznych sporów o sens dominacji
Słodycz skandowanej godności rozbrzmiewa triumfalnie
Władza narkozą nadaną przez motłoch jak i elity
I po cóż to kiedy deklaracje mieszkają w utopi
Lecz oni konsekwentnie wieżą w ten świat
Zmieniając wodzów podstawionych przez klany
Wywód utrapieniem iż nic nie jest słuszne.

Wstyd Rannego Ścierwa

Ich sny istnieją bo czyny są śmiałe
Choć brodzą myślami po płytkiej relacji
Spoglądaj po kątach gdy oczy twe ujrzą sale
Tam czyha pomyja śmierdząca żalem
Co gada tylko z cieniami i przekonaniem
Bo wina niczym decyzja jest brzemieniem
Bo areny pełne ludzkości pragną skamleń ofiary
By nadal maski weneckie zdobiły żelazne dumy
A ich imienia pokryły nieskazitelne znamiona
Złoto na ustach miłuje w swych czynach brutalność
Która topi się w śmiechu zachwytu agresją
I rany goreją w nietęgich izbach wyobrażenia
Skalana odwaga zakrywa parawan na twarz
Mordując swe ego na rzecz bezpiecznych uniesień
I ty też bywasz nocami milczącym ścierwem

Ewolucja Płakała Czerwienią

Gdy jedna małpa wzięła kij i uderzyła nim drugą
Doszła do wniosku że kij jest bardziej efektywny niż pięść
Gdy cisła kamieniem w stronę tej drugiej
Zobaczyła że kamień jest brutalniejszy niż kij
Gdy kamień otarł kamień i ogień
Poparzył skórę kolejnej doszli do wniosku
Że ogień jest groźniejszy niż kamień
Dziś kij, kamień i ogień cierpią na przerost formy.

Chluba Utopijnej Równości

Nie rozumiem fenomenu niektórych ludzi …
Co rzesze odbiorców posiadają w swym triumfie
Mimo że ich prawdy to czasem tombak nabyty …
Nie rozumiem dlatego poparcie przychodzi im tak łatwo
A aprobata nie kończy się po opuszczeniu kotary
Czego by nie zrobili wchłaniają nektar pochwały
Nie traktując świata poważnie bo tak ponoć wygodniej
Mroczna strona natury ludzkiej omija tabu
Niekiedy obracana jest w perfidny żart
W którym nie należy szukać odpowiedzi
Efekt pierwszego wrażenia hańbi lub chlubi
Gdy w wśród zawiłych metafor garstka ujrzy to samo
Bo słowo w tym sednie kopią zdarzenia nie tylko ich
Przeminą jako bezimienne zapomniane bo twórcą ich nikt
A skoro nikt to słowa najroztropniejsze radą bezużyteczną
Mimo że od piedestału nieraz słychać sentencje podobną.

Martwi Szepczą Prawdę

Utrapienie już nawet dla samego siebie
Gdy w amoku znieczulenia dni trwają wieczność
Ranny udajesz berserkera silnego
Ograniczając relacje społeczne to minimum
Betonowy kokon obrzydza już nawet duszę
A zmartwienia to gwoździe w ciele
Przybity rozmyślasz nad przyszłością mglistą
I nie dowierzasz jak bardzo marnujesz czas
Nie potrafiąc w żaden sposób odmienić doli
Narzekasz lecz wiesz że nich pogoń jest ślepa
Gdzie jest sens ? … sens to martwa cisza
Napotykasz ją za każdym razem zadając to pytanie
Wiec wielbisz ciszę jako że wiara twa pusta
Niepokój cię zjada bo oczyma źle spoglądasz
Czym jest rzekome zło … zapytasz
Dobrem co cisza je skrywa.

Litania do samego siebie

Gniew to pasja …
Powściągliwość to chluba …
Emocje to iluzja …
Logika to tarcza …
Radość to zaślepienie …
Duma to zguba …
Niewiedza to szczęście …
Honor to bieda …
Spokój to niemoc …
Lęki to przeszłość …
Pokora to kłamstwo …
Pieniądz to próżność …
Idea to wszechból …
Czas to wróg …
Pewność to pozór …
Wiara to labirynt …
Wygoda to pustka …
Noc to reinkarnacja …
Cisza to prośba …
Milczenie to sprzeciw …
Kłamstwo to nałóg …
Uśmiech to teatr …
Zgoda to upał …
Sen to myślenie …
Pokusa to uległość …
Zmartwienie to kult …
Słowa to brzytwy …
Wyrocznia to system …

Kłamstwo Zbawieniem Naiwnych

Za prawdę chce nauczać treściami
Lecz jestem jeno nowicjuszem co krzyczy
Zawracać innych z drogi potępienia jest prościej
Lecz co począć gdy wola ma pragnie potępienia …
Natura rujnuje nieskazitelny pogląd natchnienia
A wmawiam tłumowi że środek na rany wynalazłem
Jestem głupcem co tylko uwagę chce zwrócić
I ze swojego przekonania mizerne arcydzieło maluje
Po co się pytam tak często nadaje na opak
Zamiast konsekwentnie błędy fabryczne naprawiać
Wertuje spisek wobec szeregowemu istnieniu
A nieraz sam staje się paskudnym spiskowcem
Lecz ucha swego odciąć bez wąchania się nie da
I w studni przemyśleń dna okiem nie ujrzysz
Pogrążony w metodach i spekulacjach dążenia
Odkrywasz że taka postawa nie ma nic do zaoferowania.

Toporne tłumaczenie Ironii

Wciąż szukasz zemsty zaciekle
Miast pojąc kunszt wbitej szpilki
Ironia przebiegłą bronią jak sztylet ukryty
Co milczy w spokoju lecz nagle zaskoczy
Pchnięciem dokładnym w punkt nieosłoniony
I cierpi ten kto okazał się niecierpliwy
Bo rzucił się szarżą zbyt pewnie w nieznane
Przewidywalny bo wściekły chce zatłuc zwierciadło
Wystarczy obserwacja palety zachowań
By rozważnie rozdawać pokorę nadętym
Lecz są i tacy co ostrza języka przetrwają bez rysy
Jedni są głusi i rozum ich myli
Drudzy co sztukę pojęli od ciebie dojrzalej
Ich składnia i ruchy wprowadzają w zdumienie
I wtedy to ty w szaleju chcesz topornie go trafić
Nic z tego lecz zważaj że lista przegranych jest długa

Przebaczenie To Zemsta

I dopiąłem swego stając się człowiekiem widmo
Odczuwam skutki obranej niewdzięcznej drogi
Którą zlekceważyłem widząc tylko potrzebną alternatywę
Strach mnie przerasta rujnując postanowienia
Gdy widzę swą postać w całkiem innym świetle
Lecz tkwię w mackach mrocznego uznania
Iż kształt mych przemyśleń jest właśnie takowy
Reakcja obronna jest niczym radioaktywny odpad
Czyni zbyt wiele by racje sam sobie przyznać
Odrzuca od siebie lecz uwagi na trud pragnie
Dlaczego was wchłania to co do cna małostkowe ?
Dlaczego wewnętrzna powaga adoruje ignorancje ?
Dlaczego oni po prostu żyją a ja nad tym się rozwarstwiam ?
Zaszczuty jadowitymi uprzedzeniami rozpoznania
Korzystam z przywileju pogardy okrutnej
Mimo że wiem o spotkaniu przesyłki zwrotnej.

Awantura w Polu Karnym

Znów bita na siłę bezmyślnie aferę i kocioł czyni
O szczęściu wyniku dziś pewnie rozstrzygnie przypadek
Bo zamysł taktyczny to kiepskiej jakości kabaret
Wiec trzeszczą kości w szesnastce konstrukcja broniona cała się chwieje
Wyjazdy stoperów na oślep babole na uwolnienie
Pogoda po prostu rozpieszcza rzęsiście na łby napiera
To wyrzutka czy świeca z impetem ku ziemi gaśnie
Że łapacz przed siebie wypluwa a potem zwija się w ukropie
Gdy agresywne dziki by dobić jadą na dupie
Zderzenia i kraksy to kwintesencja opisu spotkania
Rabaty na żółto-czerwone ozdoby dyrygent z gwizdkiem rozdaje
Przy linii od szatni wulgarne wskazówki wzniecają emocje
Ah ta technika … te bilardowe przebitki …
No już prawie wciśnięte …no ależ mieli znów pecha …
Skurcze, kontuzje, zmęczenie nieziemskie
Słupki, poprzeczki, lecz koniec … zero - zero dobranoc …

credits

released August 11, 2015

tags

about

Młody Goh Krakow, Poland

Młody Goh – Adrian G.O.H. (Gniazdo Ohydnej Histerii)
swoją przygodę z raprem rozpoczął w 1998 roku. Szalony Twórca Krakowkiej hardcore rap sceny, jeden z inicjatorów nurtu Horrorcore, ostry charakterystyczny wokal oparty na przedziwnych porównaniach, Konserwatywny Oldschoolowiec. ... more

contact / help

Contact Młody Goh

Streaming and
Download help