Dzień Porażki Zła ( TOM IV )

by Młody Goh

about

Dzień Porażki Zła

I światłość nastała w krainie gdzie ciemność rządziła
Nieśmiałe promienie pokryły ich zmartwione twarze
Na znak zniesienia jarzma smutku
Nagle poczuli jak cała nienawiść znika razem z bliznami
A duchy gniewu w popłochu uciekają z ciał biedaków
Anioły leczą ich rany słowami bezinteresownej otuchy
Z zapomnienie odchodzą szorstkie wulgaryzmy
Równość widnieje na szlakach wiec nie ma zazdrości
Tracą swą moc wszelakie klątwy nadane
Prawda jest tarczą co rozumu odważnie oświetla
Moralność jak kryształ bezbarwny lecz szczery
Głód to fikcja, zgoda nie mieszka już tylko w marzeniu
Kłopoty nie stanowią słupa i nie tłumi ich alkohol
Bo pomoc niosą sobie organizmy zżyte
Sen utopii stworzy w sztuce wszelakiej
Uśmiechem lecz nie typu urywku kliszy.

Niemowa Żyrantem Platona

Milczę bo nie mam ochoty do rozmów
Nie chce prowadzić publicznie jałowych sporów
Nie mam niczego, nie chce niczego
Nie dbam o nic bo ogół to bezsens
Mowa o innych to rój szarańczy
Co nie zna litości by winę od siebie oddalić
Nie chwale tego co dotąd uczyniłem
Bo na cóż mi poklask kipiącej ułudy
Nie mówię bo wasze wyobrażenie mych słów
Rujnuje monolit przekonania mego
Postrzeganie świata to sieć powiązań
Oszaleje wlepiając ślepia w portret nihila
Tak bardzo pogryzłem wyrzuty sumienia
Tak bardzo boje się wydobyć blokadę mózgu
Tak wiele świadomych odrzuceń nietaktu
Milczę … odwaga spękanym kamieniem.

Premedytacja Symbolem Węża

Ostrze miecza nie zna zmęczenia
Błysk stali odbitej od słońca oślepia pomiota
Gdy pewny ruch rękojeści wymierza sprawiedliwość
Zdobiąc mdłym osoczem lśniący pancerz
Kto rządny władzy umiera przez pychę w męczarniach
W imię światłości i równowagi poczciwej planety
My ludzkość wyzwoleniem jak i zarazą
Cyklu niekończącej wędrówki bez odpowiedzi
Tylu zdrajców ile nęcących dobrobytem okazji
Tylu zdradzonych ile ran zdanych przez okazje
Tak wiele pomsty na znak utrzymania harmonii
Mrowisko niewypowiedzianych emocji oraz idei
Za wiele planów by skrócić drogę przez strome góry
Ponieważ dążenie obnaża łamliwą naturę
Celem co palącym piaskiem w zasięgu dłoni
Twój bóg to demon ukryty w owczym wcieleniu.

Aprobata Zjedzonych Snów

Przygniata mnie nawał treści zalegający w mej głowie
Wyraz zmysłu przybiera nieobliczalne formy
Lecz zadręcza wciąż pogoń że nadal to wtórne
Sens myśli tej przypomina syzyfową prace
Do której stale dokładam mimo iż to naiwne
Tracę skupienie bo biegam wyobraźnią we wzorce
Spoglądam i nasłuchuje jak bym swojego nie cenił
Żałując że nie znam i nie jestem w szeregu
Z tymi co me wrażenie szczerze docenią
To chyba okropne nerwowe przekonanie
Że inni rzeźbią dzieła wybitne oraz niewtórne
A we własnym padole wiecznie czegoś brakuje
Wiec detonator narzekań na skraju eksplozji
Rozdarcie pomiędzy sposobem zwrócenia uwagi
Z szczerym wyrazem doznania prawdziwego wnętrza
Kończy kolejny spór natury dualizmu.

Nie Wódz Nas Na Pokuszenie

Nisza to przywilej pracy dla takich jak ja
Koniecznie osiem godzin mrówczej tyry w imię zysków korporacji
Gdzie równiejszy koleś sra mniej równemu na łeb
I watahą tego trybu rządzi jakiś psychopata
Gdy przeglądam oferty na witrynach targowych
Czuje jak by mi ktoś przyłożył porządnie w twarz
Wymagają dosłownie wszystkiego za ochłap przeżycia
Niczego nie neguj, zaciśnij zęby, i pokornie wykonuj
Polska … zero poszanowania, nie ten to następny
Twe imię to numer, twa godność ozdabia śmieci
Przeklęta propaganda haseł wzorcowych …
Brednie dla sługusów wilków okrutnych
To co znam wpojono okazało się nic nie wartym bełkotem
Realizm zgniata te słowa zawiścią bliźniego
I będziesz jeszcze nie raz wodzony ofertą
Wiec czytaj uwarzenie oddzielając ziarna od plew.

Kaganiec

Gdy gorycz niepowodzenia przelewasz na innych
Wstawiasz na próbę swą własną słabość
Szantaż to lanca skierowana na twą stronę
Pokorę traci się w nic niewnoszącym gniewie
Z amoku w amok marność niezaleczona
Mankamenty ran piekących niesłusznością
Moją obsesją stał się święty spokój
Porzuciłem drogą przyziemnych iluzji
Rozmów na tematy innych unikam
Nie wnikam w religijne dywagacje
Żyjąc jak bezimienny minimalista
A i tak ludzie pragną mej klęski …
I tak coś wygrzebać chcą by móc zaszczuć
Bym zawsze był pod butem butnego zarządcy
Pióro wypada z ręki powoli …

Obraz Golgoty Dojrzewa Ostatni

Jeżeli niedola zdrowotna z Nienacka cię zmaga
Znaczenie tracą dążenia oraz ukryte nawyki
Na nic bogactwa i społeczna pozycja
Kiedy wtórna słabość czyni z ciebie niemowlę bezradne
I nie istnieją bohaterowie w wieku w którym to pisze
Zmartwiony dźwigasz krzyż na przeznaczenia golgotę
Wielka niewiadoma okrywa dzień sądny mgłą niepewności
Przez ciało przenika chłodny impuls gdy nerwy tańczą pod powiekami
Panika to pierwsze imię gdy złudzeniem jest zimna krew
Nie rozumiem … znów nie rozumiem …
Jedni szaleją w szaleju i zdrowie niczym rzep ich się trzyma
Drudzy spokojni a wiecznie rozdarci w słabościach istnienia
Mówią … genetyka oraz wachlarz uwarunkowań
Teoria nauki … lecz od czego naprawdę to zależy
Koniec analiz gdy składasz ręce ku modlitwie
A problem drzemie gdzieś głęboko w tobie.

Analiza Dnia Straconego

Przeznaczenie zapisem planów bezimiennego
Gdzie znajduje się majestat niewidzialnego tronu
O którym gorliwe toczą się dzikie debaty
Wielcy uczeni sami nie wiedzą toną w domysłach
Umywając swe ręce wzniosłymi przemowami
… marność nad marnościami i wszystko marność
Koszmary gdy wcielasz się w role nieznanej persony
Po przebudzeniu nie rozumiejąc sens sennej wizji
I tylko ten amok powrotu w objęcia rzeczywistości
Ratuje przed zła okrucieństwem wydania
Oddycham głęboko wypierając syf tej nocy
By dana projekcja nigdy więcej nie miała miejsca
Szkalują już chyba w każdym wymiarze
Wiec widać cały dorodny opis chaosu
Prostota nie jest wstydem …
Prostactwo czyni z człowieka bestie …

Stręczyciel Kaina

Moje słowa to brednie nachalnego domokrążcy
Co proszą niczym żebrak o chwile uwagi
By po chwili niedługiej prosić bezczelnie o datek
I mimo że cudy wygląd zwyczajny bo schludny
A i tak mijasz żebraków dziesiątki bądź setki
Iż każdy ze wstydy z natury mało wylewny
Nie tylko materia czyni z ciebie śmiecia oczami rozwoju
Rakiem też pogląd i wiedza ideą podszyta
Twe czyny świadome to twa obsesja
Kto na to ma czas by się wnikliwie w konstrukcje zagłębiać
Przyczyn czynów nie badać lecz wedle podpunktu karać
Upodobanie siłą języka oraz pierwotną furą
Bezsens mieszka w marzeniu które rozprasza
Zmartwieniem niezadarnionej trwogi co mija jak kac
I bywasz wybredny lecz co serwują pochłaniasz
Bo mowy wczorajszej już nie pamiętasz.

Nadinterpretacja Niepokornej Sfery

Czynności nie pytają człeka o zgodę
Bo impulsy mają przymierze z pierwotnym automatem
Palety zachowania szerokiej aż spójnej
Reakcje jak dźwięk klawiszy fortepianu
Od cichych i skromnych aż po głośne i próżne
Dni piszą symfonie, psychika nuci melodie
Kto słucha uważnie problem z pewnością rozwieje
Gdyż nieopodal zmartwienia musi leżeć przyczyna
I cała dokładna historia widnieje na rysach twarzy
Nie myśl a słuchaj … słuchaj a nie myśl
Żadna artyleria wzniesiona na słowach nie przetrwa
Bo zasiek takowy tworzy strachu obawa
Te druty kolczaste są siłą woli do sforsowania
To samo na froncie inaczej myślami zaszyfrowane
Przyglądam się … pusto bo okradzione własne znaczenie
I cenie świętego spokoju … wagę komnaty.

credits

released October 14, 2015

tags

about

Młody Goh Krakow, Poland

Młody Goh – Adrian G.O.H. (Gniazdo Ohydnej Histerii)
swoją przygodę z raprem rozpoczął w 1998 roku. Szalony Twórca Krakowkiej hardcore rap sceny, jeden z inicjatorów nurtu Horrorcore, ostry charakterystyczny wokal oparty na przedziwnych porównaniach, Konserwatywny Oldschoolowiec. ... more

contact / help

Contact Młody Goh

Streaming and
Download help